- Katley, masz w tej chwili się szykować!Będę za godzinę - zaczęłą krzyczeć przez telefon moja najlepsza przyjaciółka.
- Ok, ok, ale tylko dla ciebie. Po 2 godzinach wychodzę.
- No dobra. Kocham cię. Czekaj na mnie - rozłączyła się.
Zaczęłam się szykować. Założyłam czarną, błyszczącą bluzkę dosięgającą do pępka, obcisłe spodnie, buty na koturnie (oczywiście nie wysokiej, żeby się nie zabić), biżuterię i zaczęłam się szykować. Była już 19:50, za 10 minut ma być Amanda. Nie jestem pewna czy tam iść... ostatnio jakiś chłopak stanął w mojej obronie, gdy Tyler się do mnie podwalał... doszło do bójki. Jeden skończył ze złamaną ręką, a mój bohater z podbitym okiem. Nie chcę ich dzisiaj spotkać. Usłyszałam dzwonek do drzwi. To Amanda.
- Już idę, wezmę tylko torebkę - krzyknęłam. Wzięłam i zamknęłam dom.
- Ile można na ciebie czekać?! - tak, niestety szukałam 15 minut kluczy, ups.....
- Przepraszam, wiesz, że jak zwykle szukałam kluczy...
- No dobra, a teraz szybko jedziemy, bo się spóźnimy - uśmiechnęła się do mnie.
- Ok, ruszaj - również odwzajemniłam uśmiech.
Po niecałych 20 minutach byłyśmy na miejscu. Amanda szybko poszła do Chaza- chłopaka, dla którego tu jesteśmy.... ma na jego punkcie jakiegoś bzika. Poszłam w stronę baru, by zamówić drinka, jednak ktoś mi w tym przeszkodził. Był to chłopak mniej więcej w moim wieku, szatyn o miodowych oczach i zajebistych ustach, na które patrzyłam z kilkanaście sekund. Mogłabym powiedzieć, że był bardzo seksowny...nie co ja gadam...to bóg seksu i miałam wrażenie, że skądś go kojarzę, ale skąd...
- Cześć, dalej tak będziesz mnie podziwiać? Lepiej zrobić zdjęcie - gdy to powiedział, wyszłam z transu, w którym byłam, oczywiście przez jego boskie ciało...o czym ja gadam, hmmm??
- H-hej, przepraszam, ale wydajesz mi się znajomy - i po co ja to mówię?? Idiotka ze mnie.
- Może stąd, że ostatnim razem uratowałem cię od tego Tyler'a i chodzimy razem do szkoły, wiesz....kapitan drużyny piłkarskiej - uśmiechnął się z wyższością, a ja zrobiłam się czerwona. Jak nie mogłam pamiętać tego zadufanego w sobie Justina i mojego bohatera w jednym... Faktycznie był kapitanem drużyny, co znaczy, że dziewczyny się od niego nie odrywają.
- A tak....dzięki, że mi wtedy pomogłeś z tym chłopakiem, a o szkole wolę nie wspominać, bo zostały tylko 2 tygodnie wakacji...niestety.
- Oj nie przesadzaj. Ja się cieszę bo wtedy będę cię widzieć codziennie - boże...ten jego uśmiech jest powalający - Chcesz drinka?
- Taki miałam zamiar podchodząc tutaj. Poproszę, ale czemu się cieszysz z tego, że chodzimy razem do liceum? Przesz pierwszy rok nie zwracałeś na mnie uwagi, a nagle po uratowaniu mnie się cieszysz?? Wątpię, żebyś wiedział jak się w ogóle nazywam... - byłam zmieszana przez jego zachowanie i tą całą sytuację. Nie rozumiem tego.
- Nazywasz się Katley Adams, a to, że się nie odzywałem nie znaczy, że nie zwracałem na ciebie uwagi...bo wiesz....koło mnie łazi pełno dziewczyn i mógłbym być z każdą, ale akurat jestem tu z tobą. A nie jestem w stanie odgonić ich wszystkich.
- Biorąc pod uwagę to, że tak naprawdę byłeś już prawie z każdą, to na serio nie możesz ich odgonić, ale cieszy mnie i zadziwia fakt, że jednak wiesz jak się nazywam.